Zawód: fotograf kulinarny

Kilkadziesiąt pęset i lusterek, strzykawki i zamiast garderoby – skład wszelkiego rodzaju naczyń i akcesoriów kuchennych. Kulisy pracy fotografa żywności, dziś coraz częściej się używa określenia „kulinarny”, wyglądają zupełnie inaczej, niż wielu z nas może się spodziewać. Dobry sprzęt to tylko początek. Na pożądany efekt pracuje dbałość o najdrobniejszy szczegół, cierpliwość i nieszablonowość.

Dzięki Cynamonowi miałam niedawno okazję spotkać fotografa, który ze swojej pasji zrobił sposób na życie. Na zdjęciach Macieja Szajewskiego >> historię opowiada nawet plaster szynki, a sushi staje się prawdziwym dziełem sztuki. Od sześciu lat Maciej pracuje dla dużych marek i lokalnych restauracji, ale (jak sam twierdzi) wciąż się uczy i doskonali. Na początku była więc Akademia Sztuk Pięknych oraz studia w Londynie. Jednak nie na uczelni uczył się fotografii. Zapewnia, że jedyną drogą do sukcesu jest praktyka i nauka metodą prób i błędów.

Planowanie

Choć główny bohater zdjęcia, jakim jest potrawa, pozostaje ten sam, reklamowa fotografia żywności trochę się różni od blogowej fotografii kulinarnej. Rzadko autorzy blogów kulinarnych przedstawiają swoje potrawy w sposób zimny, symetryczny, w stylizacji wręcz geometrycznej. Częściej starają się uzyskać efekt „domowy”, ciepły, nieidealny obraz. Ale w obu przypadkach należy przemyśleć koncepcję i zaplanować pracę.

fot. Szajewski

fot. M. Szajewski dla Cafe Restaurant Cynamon

Zanim weźmie aparat w dłoń, Maciej opracowuje całą koncepcję zdjęcia. Od tego, jaki efekt chce osiągnąć, zależy całość przygotowań. Akcesoria typu talerze, patera, sztućce, deski do krojenia wypożycza lub kupuje, często również na zwykłych targowiskach. Tło wymaga szczególnej uwagi. Szkło pozwoli zrobić efekt odbicia, natomiast modne ostatnio rustykalne deski można przygotować samemu, układając lub łącząc stare elementy blatu od stołu lub okna.

Ważne są też rzeczy, których nie widać na zdjęciu, lecz do zdjęcia niezbędne. Zaskoczeniem było dla mnie, że Maciej obok tradycyjnych powierzchni odbijających światło (blendy, styropian) używa też lusterek. Konstrukcja „planu zdjęciowego” może czasami wyglądać jak skomplikowany mechanizm >>. Podczas pracy przydadzą się też lateksowe rękawiczki, pęsety, szpilki, klej. Używanie „niejadalnych” składników jest kolejną rzeczą, która odróżnia fotografię reklamową od blogowej fotografii kulinarnej. Sesje reklamowe trwają nieraz długie godziny, więc zawczasu należy pomyśleć o tym, że lód szybko topnieje, że bita śmietana się rozpuszcza pod wpływem ciepła lamp, że świeża sałata szybko przestaje wyglądać na świeżą. Działania powinny więc być ściśle zaplanowane i wykonywane w określonej kolejności. Na przykład, w przypadku potrzeby użycia lodu w stylizacji, Maciej najpierw przygotowuje cały plan zdjęciowy i dopiero na koniec podkłada lub sypie lód. Ale i wtedy ma krótką chwilę, zanim lód zacznie się topić. Takie układanie zajmuje nieraz godzinę, jeżeli fotografowi zależy na odpowiednim ułożeniu plastra sera lub ziarenek ryżu.

fot. Szajewski

fot. M. Szajewski dla Cafe Restaurant Cynamon

Współpraca

Są jednak rzeczy, których trudno się nauczyć metodą prób i błędów. Fotograf żywności powinien bowiem wiedzieć, co z czym można łączyć lub podawać, jak krajać, żeby nie pokruszyć i zachować estetyczny wygląd, jaki rodzaj łyżeczki lub naczynia jest odpowiedni do danego dania, jakich przypraw użyć do dekoracji itd. Maciej wiedzę taką zdobywa współpracując z kucharzami. Zdarza się, że praca nad zdjęciami do menu zaczyna się dopiero po zamknięciu restauracji i sesja trwa od późnego wieczoru do świtu.

Obok kucharzy, Maciej lubi współpracować ze stylistami żywności. Obecność takiej osoby na sesji bardzo odciąża fotografa, który może więcej uwagi poświęcić swojej pracy. W końcu, co dwie głowy, to nie jedna, szczególnie gdy pomysł na osiągnięcie określonego efektu nie zadziała i trzeba szybko wymyślić coś nowego.

Dzień „po”

Rada Macieja: po sesji zrobić przerwę i nigdy nie zaczynać retuszu tego samego dnia. Kiedy od jakiegoś czasu twoje myśli krążą wokół jednego tematu, trudno jest się zdystansować do wykonanej pracy i spojrzeć na nią świeżym okiem. Praca w cyfrowej ciemni nad jednym zdjęciem potrafi trwać nawet przez cały dzień. Oczywiście, w photoshopie można dużo zdziałać, ale nigdy nie należy liczyć na to, że zretuszuje się efekt rażącej niedbałości podczas sesji.

Maciej wielokrotnie pracował nad zdjęciami, które były potem wywoływane w bardzo dużym rozmiarze. Niezależnie jednak od rozmiaru, czy to będzie sześciometrowy billboard, czy nieduże zdjęcia na bloga, wszystkie fotografie muszą być czytelne. Czasami „modelom” trzeba pomóc już na etapie sesji. Na przykład, zamiast tworzyć w programie graficznym krople na butelce orzeźwiającego napoju, można je nanieść tradycyjnym sposobem podczas sesji. Tajemną sztuczką Macieja jest wykorzystywanie w tym celu… gliceryny, której krople wyglądają identycznie jak woda, ale jest niezwykle trwała.

fot. Szajewski

Maciej Szajewski przy pracy, fot. szajewski.com

W przypadku fotografii reklamowej Macieja na efekt końcowy pracuje więc cała ekipa: fotograf, stylista żywności, asystent, nieraz kucharz. Nie znaczy to jednak, że pracujący w pojedynkę nie mogą osiągnąć sukcesu. Maciej przyznaje, że sam często zagląda na blogi kulinarne w poszukiwaniu inspiracji i daleko nie zawsze żywność, którą fotografuje, wymaga jakichś specjalnych zabiegów. Liczy się więc pomysł, staranność i… wytrwałość.