Wybory w Grecji okiem obcokrajowca

Jedni się gorączkowali: „Nie uda im się!”. Inni spokojnie czekali na wynik. Ja przywoływałam w myślach sceny z House of Cards i wyobrażałam sobie te wszystkie zakulisowe układy, układziki, intrygi i liczenie tych, co zagłosują „za”. Do trzech razy sztuka, mówią. Ale tym razem się nie udało.

Zgodnie z grecką konstytucją, głową państwa greckiego jest prezydent. Jednak to parlament decyduje, kto nim zostanie. Procedura przewiduje trzy głosowania, przy czym za ostatnim razem pułap wymaganych głosów się zmniejsza. Tak na wszelki wypadek, żeby ułatwić sprawę. Zdarza się jednak, że nawet to nie ratuje. Tak się stało w grudniu ubiegłego roku: podczas trzeciego głosowania tuż przed Sylwestrem kandydatowi rządzącej koalicji zabrakło 12 głosów.

poranek_w_xylokastro

Najpopularniejszy sposób politykowania starszych Greków

Grecki domek z kart

Rządząca partia Nowej Demokracji (Νέα Δημοκρατία) i rosnąca w siłę opozycyjna Syriza (ΣΥΡΙΖΑ) prowadziły ciekawą rozgrywkę polityczną. Konserwatyści przyśpieszając wybory prezydenckie z lutego 2015 r. na grudzień 2014 r. próbowali zapewnić sobie szansę na przeforsowanie swojego kandydata, co za tym idzie – utrzymać się przy władzy i kontynuować rozmowy z tzw. Trójką (Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Komisja Europejska i Europejski Bank Centralny) w sprawie przedłużenia programu ratunkowego. Syriza natomiast robiła wszystko, żeby doszło do przedterminowych wyborów, czując w tym jedyną szansę na swoją wygraną już teraz. Obserwując rosnące niezadowolenie Greków z rządu wydaje mi się nawet, że wczorajsze wybory pozwoliły uniknąć siłowego przewrotu. A przynajmniej odsunąć go w czasie.

W południe następnego dnia po wyborach znane już były wyniki z 99,94% komisji wyborczych: 36% glosujących poparło Syrizę, 28% głosowało na Nową Demokrację. Daje to odpowiednio 149 i 76 miejsc w trzystuosobowym parlamencie. Role się odwróciły. Zostawię jednak politologiczne dysputy – tym razem kilka słów o wyborczej Grecji. Dlaczego? Jak? I kto? Takie pytania zadają polskie media, ponieważ Syriza, partia umiejscawiana po lewej stronie sceny politycznej, zdaje się być w naszych oczach uosobieniem zła.

Głosują (nie) wszyscy

Grecja – kolebka demokracji – jest jednym z nielicznych krajów europejskich, gdzie oddanie głosu w wyborach jest obowiązkiem każdego obywatela. W sytuacji, gdy to parlament wybiera prezydenta, takie rozwiązanie jest bardzo logiczne. Wśród moich greckich znajomych każdy szedł zagłosować. I niemal każdy zapowiadał oddanie głosu na Syrizę.

Mimo obowiązku, frekwencja we wczorajszych wyborach wyniosła  60%. Wiąże się to z mało przyjaznym dla obywateli prawem wyborczym: oddać głos można wyłącznie w miejscu rejestracji (stałego zameldowania) i tylko w dniu wyborów. Tym samym uniemożliwia się udział w wyborach Grekom na emigracji i tym, co pracując w innym, niż miasto rodzinne, miejscu, i z rożnych względów nie mogą tego dnia dotrzeć do swojego okręgu.

Teoretycznie, niewywiązujący się ze swojego obowiązku wyborczego obywatele powinni wytłumaczyć swoją nieobecność w punkcie wyborczym. W praktyce, mało kto się tym przejmuje, bo prawo zupełnie nie przystaje do rzeczywistości z wysoką mobilnością ludzi. Bez wpływu nie pozostaje też specyficzne podejście Greków do wszelkiego rodzaju zasad i obowiązków.

kto jak glosowal

Kto na kogo głosował? Mapka wg ekathimerini.com

Cienie w raju

W momencie, gdy my znamy Grecję wyłącznie z ładnych obrazków biur turystycznych oraz doniesień prasowych o kolejnej pożyczce w ramach programu pomocowego, tutaj rozgrywa się prawdziwy dramat zwykłych ludzi.

Wyspa Samos, rajski zakątek w pobliżu Turcji, niegdyś ważny ośrodek klasycznej sztuki greckiej, 30 tys. mieszkańców. I jedna karetka. Dmitrios, trzydziestoletni narzeczony mojej koleżanki. Od kilku miesięcy uczy dzieci gry na instrumentach muzycznych w miejskim Domu Młodzieży za darmo. Dokładnie tyle, ile nie widział na swoim koncie pensji za wykonywaną pracę. „Pod koniec miesiąca wielu przychodzi tylko po kilka ziemniaków” – mówi Vlasia, właścicielka sklepu z lokalnymi produktami. Zbyt wielu.

27% dorosłych Greków pozostaje bez pracy, przy czym procent ten niemal się podwaja w grupie trzydziesto- i czterdziestolatków. Prawie 1/3 ludności żyje poniżej poziomu ubóstwa, w szpitalach brakuje leków, wielu pracowników sektora publicznego dostaje pensje z dużym opóźnieniem. Rosną podatki, ale zbyt duża część społeczeństwa nie ma czym płacić. W tym samym czasie parlamentarzyści już w grudniu wypłacają sobie pensje za styczeń. Nie spodziewają się, że dojdzie do rozwiązania parlamentu i teraz muszą zwrócić pieniądze. Po ok. 6 tys. euro każdy.

Niedawno Samaras, odchodzący właśnie z urzędu premier, z radością informował o odnotowaniu pozytywnego wzrostu gospodarczego. Jakiś ułamek procentu, po 24 kwartałach recesji. Granie pod publikę zachodnią politycy greccy mają wyćwiczone od lat.

biuro syrizy w xylokastro

Biuro Syrizy w Xylokastro w poniedziałkowe przedpołudnie

Świt radykalnych nastrojów

„Zaciskanie pasa” i wzrost podatków wiąże się z programem pomocowym dla greckiej gospodarki. Podobno zachodnie kraje spodziewały się, że taka polityka zmusi Greków do ogarnięcia. Jednak im bardziej społeczeństwo odczuwa skutki kryzysu oraz „pomocy Trójki”, tym bardziej szaleje korupcja. Tym większe rozgoryczenie. Tym bardziej podatny na populistyczne hasła grunt.

Przeciętny Grek jest więc skonfudowany. Z jednej strony, euro i pazerni politycy postawili go nad przepaścią. Z drugiej, boi się, że wyjście ze strefy euro (jak zapowiadają lewicowe i prawicowe partie) równoznaczne jest z opuszczeniem Unii, co umiejscowi Grecję na peryferiach „tej prawdziwej” Europy, gdzieś obok Ukrainy i Turcji.

Dlatego zupełnie mnie nie dziwi wynik Syrizy, która zaoferowała Grekom nadzieję. Dokładnie tak wszyscy tutaj mówią – „teraz mamy przynajmniej nadzieję”. Syrizowe pomysły na poprawę sytuacji są równie zaskakujące, co hasło „trzech milionów mieszkań”. Ale w sytuacji, gdy ogromna część kraju nie ma co włożyć do garnka, trudno liczyć na jakikolwiek rozsądny osąd. Trudniej mi idzie zrozumienie wyniku neonazistowskiego Złotego Świtu. Gdy pytam o tę partię znajomych, każdy twierdzi, że to przestępcy i wariaci. Ale z 6% poparcia Złoty Świt jest trzeci i zajmie w parlamencie aż 17 miejsc. Tonący brzytwy się chwyta.

Obchody ohi day

Grecy z pompą obchodzą Επέτειος του ΟΧΙ, czyli „Dzień Nie”, upamiętniający walkę z faszystowskimi Włochami. Jednocześnie wprowadzają do parlamentu kilkunastu neonazistów

Tak sobie układam te greckie puzzle i wychodzi mi obraz pełen kontrastów. Stereotypowy wizerunek leniwego Greka w mojej świadomości odchodzi w niepamięć. Szkoda tylko, że na jego miejsce pojawia się nowy.