Wrażenia po Sopotello

Przy wejściu wita mnie żółta Łada. Kupuję bilet wstępu (3zł) i zaczynam eksplorację najgłośniej zapowiadanej w ostatnich dniach imprezy zakupowej. Sopotello – pierwszy w Trójmieście pchli targ z prawdziwego zdarzenia.

sopotello

 

Sopocki rynek, znajdujący się w połowie drogi między Gdynią a Gdańskiem, ma szansę na nowe życie. W weekendy, zamiast chińszczyzny i warzywniaków, swoje pięć minut mają miłośnicy staroci i rękodzieła artystycznego. I rzeczywiście, choć spodziewałam się więcej sprzedających, było co obejrzeć i kupić.

sopotello1

Torebki od TWINS i zabawki by Julka Podolska

Dziewczyny z duetu projektantek TWINS opowiadały mi kiedyś o pchlich targach w Berlinie. Można tam kupić i sprzedać wszystko, sprzedawcy przyjeżdżają nawet z zagranicy. Tworzy to niesamowity klimat, w dodatku, jeżeli chcesz kupić coś, co nawet nie wiesz, jak się nazywa, możesz być pewien – znajdziesz to na pchlim targu.

Jednak prawdziwy pchli targ to nie tylko kupno i sprzedaż. To rzeczy i ich historie. To ludzie, którzy te rzeczy sprzedają. I historie tych ludzi. To również ciekawość odwiedzających. Atmosfera tego miejsca ma wiele warstw i wymiarów.

sopotello2

Zabawki Julki Podolskiej i starocie z Sopotello

Starocie w pierwszym rzędzie sprzedaje pan, który rozmawia z dobrze znanym mi akcentem. Ukraina. Za chwilę wiem już, skąd pochodzi, co robi w Polsce, jak często tu bywa. Opowiadam mu o planach na wakacje. Że może Krym. Jedź, to jest cudowne miejsce, mówi. Żegnając umawiamy się na Jarmark Dominikański.

Tuż przy wejściu widzę butelki kwasu chlebowego. Uwielbiam kwas chlebowy, szczególnie litewski. Kupuję wędzoną kiełbasę i znowu rozmawiamy. Mam dzisiaj farta, bo tym razem trafiam na pana, który mieszkał w Wilnie. Wprawdzie 25 lat temu i na ulicy z komsomolcami w nazwie, więc nie jestem w stanie jej zlokalizować, ale miło nam się rozmawia. Drugi sprzedawca zna moje miasto lepiej, opowiada, co się zmieniło. Nie ma już mojej ulubionej piekarni chleba. Zna moją dzielnicę, w której się wychowałam. Żartujemy, że po zmroku nikt o zdrowych zmysłach się tam nie zapuszcza nawet dziś.

sopotello3

Po prawej: czapy Agathy Macabresque

Podobnych rozmów miałam na Sopotello kilka. Nieśmiało przedstawiłam się misstery. Obiecałam sobie, że następnym razem kupię jeden z tych starych Zenitów, sprzedawanych przez starszego pana. Zjadłam zapiekankę, posłuchałam Połomskiego. Pożałowałam, że nie noszę rozmiaru S. A może to i dobrze, bo bym wróciła do domu z górą ciuchów. Wintydż, oczywiście ;) Kupiłam widelce i łyżki ze starej zastawy stołowej. I glinianą bulionówkę.

sopotello4

Po prawej: kapelusz by misstery.pl

sopotello5

Po lewej: sutaszowe kolczyki made by Gigi

Start Sopotello uważam za udany. Samą nazwę – mniej, ale nazwa to tylko nazwa. Będę przychodzić, zaglądać, do ludzi. Po rzeczy. Po historie. Fajnie by było, gdyby pchli targ zapisał się na mapie Trójmiasta na stałe :)

  • Ola Polkowska

    A jak z cenami na Sopotello? Iście sopockie czy raczej targowe? :)

    • http://www.jakmalowany.pl Malowana

      Różne :) są rzeczy tanie i bardzo tanie, są droższe i bardzo drogie :)