O skutkach pewnego braku

Po tylu latach emocjonalnego dawania chciałoby się w końcu móc zacząć brać. Chociażby od czasu do czasu. A trzeba zakasać rękawy i jeszcze mocniej harować.

Zatrzymałam się ostatnio na wpisie o Dianie Ross, która obchodzi w tym miesiącu urodziny. „Mogę przenosić góry, gdy mam obok kogoś, kto we mnie wierzy” – mówiła. Przez cały wieczór męczyły mnie te słowa. Kilka dni temu próbowałam przekonywać koleżankę, że ulokowanie sensu życia w jednej osobie – nieważne, czy to członek rodziny, czy ukochany – jest najgorszym z możliwych sposobów na pójście do przodu. Trochę wcześniej, ale też nie tak dawno, podobny temat wypłynął w jednej z rozmów z moim ówczesnym partnerem. Żyć należy dla siebie i robić te wszystkie wspaniałe rzeczy również przede wszystkim z uwagi na siebie. Bo ludzie przychodzą i odchodzą, zmieniają się twarze, ramiona, uśmiechy. A ty zostajesz i musisz iść dalej. Więc nie należy, wręcz nie można, szukać źródła siły i inspiracji w kimś innym, niż ty sam.

Siedzę dziś przy moim oknie z widokiem na port. Nocą jarzy się setkami małych światełek, w dzień jest gęstym lasem dźwigów, suwnic, kontenerów, słupów elektrycznych. Bardzo lubię ten widok i często do niego się uśmiecham. Ale dzisiaj jest mi smutno. Bo już wiem na pewno, że oko i szkiełko zawsze u mnie przegra z sercem. Bo widzę, że sedno większości moich ostatnich mniejszych i większych niepowodzeń leży właśnie w braku wiary – wiary we mnie przez bratnią duszę. Trochę się wstydzę przyznać przed samą sobą, ale okazuje się, że moja własna studnia pozytywnych emocji i wiary nie jest bez dna. I chciałoby się po tylu latach dawania w tych słabszych momentach móc też brać.

Pozostawię te moje przemyślenia bez dalszych wniosków czy morału. Chce tylko wam życzyć pięknej wiosny – za oknem i w sercach. I wiary w wasze poczynania.

6 rzeczy, których nigdy nie mów na pocieszenie

Zacznę naukowo. Czy wiesz, że… złamane serce to nie tylko metafora, ale dobrze lekarzom znany syndrom chorobowy? Groźny dla zdrowia, gdy pacjent potrzebuje nawet hospitalizacji. Złamane Serce to nie żart. Żartem nie jest też niniejszy tekst, w którym razem z przyjaciółką zebrałyśmy najmniej pomocne, a często wręcz szkodliwe, próby pocieszenia. Mimo najlepszych chęci, po tych słowach Złamane Serce czeka jeszcze większy dół i jeszcze więcej łez. Trust me.

okladka_zlamane_serce

…byliście taką ładną parą!

No shit, Sherlock. Gdyby ładną parą nie byli, to pewnie nie byliby parą w ogóle. I przeżywając załamanie po rozpadzie związku naprawdę nie chciał(a)byś słyszeć, jak to fajnie było, ale się skończyło. Ten fakt Złamane Serce i tak roztrząsa od świtu do nocy wspominając najfajniejsze chwile, zastanawiając się nad popełnionymi błędami, szukając wytłumaczenia. Równie miłą alternatywą jest usłyszeć …a myślałam, że wy to już na zawsze! 

…i co teraz zrobisz?

Szczególnie niepomocne po długich związkach i trudnych rozstaniach. Wyobraź sobie Złamane Serce stojące na rozdrożu, zastanawiające się, co powinno teraz zrobić, żeby przeżyć najbliższy czas i wyjść na prostą. Czy to pytanie wciąż jeszcze wydaje ci się odpowiednie do sytuacji?

…nie płacz, nie jest wart(a) twoich łez!

Nie wiem, jak w przypadku facetów, ale kobiece Złamane Serca najczęściej potrzebują tych łez. Żeby wyrzucić z siebie żal teraz, natychmiast. Przeboleć, wykrzyczeć złość i zawód, zrobić miejsce na dobre emocje, które na pewno przecież przyjdą. Kumulując negatywne uczucia szkodzimy sobie, swemu zdrowiu, a później również relacjom z innymi ludźmi.

…ale ona brzydka / co ona w nim widzi / nie umywa się do ciebie!

Jeżeli partner(ka) odchodzi do kogoś innego, nie da się uniknąć pułapki porównań. Jednak Złamane Serce potrzebuje odbudowania poczucia własnej wartości nie poprzez porównywanie się, szczególnie z kimś, kogo w danym momencie nienawidzi z całego swojego Złamanego Serca. Spuśćmy więc zasłonę milczenia na życiowe wybory ex, w danym momencie nie są warte ani odrobiny naszej uwagi.

…są gorsze tragedie

Złe rzeczy dzieją się dobrym ludziom na całym świecie. Świat pustoszą huragany, choroby, wojny. Żeby jednak ten świat choć w jakimś stopniu czynić lepszym, nie możemy ignorować własnych potrzeb. Tylko szczęśliwi ludzie mogą uszczęśliwiać innych. Nie ma więc większej tragedii niż brak szczęścia, więc… nie, twój argument jest chybiony.

…co cię nie zabije to cię wzmocni

Marcin Szczygielski napisał kiedyś fajne porównanie: Zawsze kiedy słyszałam te słowa, przychodziło mi na myśl drzewo, w które uderza piorun, odzierając je z gałęzi i liści. Pozostaje tylko osmolony, chropowaty pień. Pień jest mocny i niezłomny, ale czy nadal jest drzewem, nawet jeśli krążą w nim jeszcze soki? Z człowiekiem jest tak samo. Każde złe doświadczenie odziera go z wierzchniej, miękkiej, delikatnej, wrażliwej tkanki. Następne podobne doświadczenie spływa po kościach. Ale dalsze, jeszcze gorsze i gorsze, odbierają kolejne uczucia. Człowiek nie uodparnia się na nie, traci tylko wrażliwość.

Lepiej nie mów tego Złamanemu Sercu, bo nie wiesz, jak głęboka jest jego rana. Może to tylko lekki zawód miłosny, z którego wyjdzie bez szwanku. Może to doświadczenie, które burzy cały jego dotychczasowy świat. W traumach nie ma nic wzmacniającego.

Czy o czymś zapomniałam?

Jeżeli naprawdę chcesz być oparciem Złamanemu Sercu, po prostu spytaj, jak możesz pomóc. Zaproś na obiad, wspólny wypad za miasto, zadzwoń wieczorem porozmawiać o najnowszym filmie, daj się namówić na coś głupiego, odezwij się bez powodu, zachęć do realizacji któregoś z marzeń. I nie oceniaj.