Opowieść o miłości i mroku. I trochę o mnie

Wróciłam do domu wzruszona, przejęta, zamyślona. A potem przeczytałam w internecie opinie i pytania: „o czym właściwie jest ten film?”.  

Natalie Portman zrobiła film na podstawie książki Amosa Oza, którą czytam od miesiąca. Brnę przez strony powoli, sczytując słowo po słowie, bo jest to książka, której szybko przeczytać się nie da. Czasami jest ciężko, trzeba przywołać w pamięci niemodne już dziś nazwiska lub zapomniane wydarzenia. Innym razem opowieść wciąga od pierwszej linijki rozdziału i puszcza daleko po północy. Muszę przyznać, że Opowieść mnie fascynuje i jestem bardzo ciekawa, w jaką całość ułożą się rozsypane na ponad sześciuset stronach wątki.

A film? Film jest niemal idealny. Bardzo poetycki, fotogeniczny, piękny. I przejmująco smutny nawet w momentach radosnych. Opowiada o…

…tożsamości,

która wcale nie jest tak oczywista. Rodzący się na oczach widzów współczesny Izrael jest zlepkiem różnych kultur, doświadczeń i wizji przyszłości. Bo co wspólnego mają ze sobą arystokratka z polskich kresów i biedny imigrant uciekający przed likwidacją getta? Albo zwykły nauczyciel z podupadającej klasy średniej oraz młody rewolucjonista-osadnik, zakładający kibuce? Dodatkowo, kontrasty te podkreślone zostają zestawieniem Tel Awiwu i Jerozolimy, miast-przeciwieństw. Jedynym punktem stycznym tych wszystkich różnych światów jest chyba tylko marzenie. Marzenie o własnym państwie, które ma się spełnić, jednocześnie pozbawiając ich czegoś bardzo ważnego.

…o tym, co najważniejsze. I że dla każdego jest to coś innego.

W filmie jest scena: Yehuda, ojciec Amosa odbiera paczkę z książkami. Głaszcze je po oprawie, opuszkami palców wodzi po wklęsłych literach. Książki, słowa, mądrość, jaką w sobie niosą, są dla niego jedną z największych wartości. W powieści Oza o uwielbieniu dla słowa pisanego jest znacznie więcej, książki są w niej otoczone kultem.

Inna scena: Fani, matka Amosa, przytula syna na dobranoc i szepcze o sobie, że ma bardzo dużo szczęścia. Innym razem mówi mu, że jest dzieckiem wyjątkowym i powinien zachować w sobie tę niewinność na zawsze. Obserwując tę relację zastanawiałam się, czy nie jest przesadzona? Jednak gdy sprowadzimy ją do pytania o to, co jest najważniejsze, wcale już taka nie wydaje się być.

O tym, co najważniejsze, najlepiej się mówi zwykłymi słowami. I najlepiej to widać wcale nie we wzniosłych chwilach, lecz w zwyczajnej codzienności.

…o depresji.

Jest przy niej cały czas, dba o rodzinę, próbuje znaleźć sposób, ale w pewnym momencie się poddaje. Nie wiem, jak ci pomóc, mówi. Pomimo całej empatii, nie rozumie, co się dzieje. My, widzowie, też możemy nie rozumieć, wręcz jestem pewna, że wielu nie będzie w stanie spojrzeć dalej, niż podsumowanie narratora. Bo skąd mogą wiedzieć, jak wygląda śmierć marzeń i wszystko pochłaniająca pustka?

Przypadkowe spotkanie i rozmowa ze znajomą reżyserką zmusiły mnie do przemyślenia Opowieści jeszcze raz. Dobry film – mówiła – przemawia do nas poprzez nasze doświadczenie. Idąc tym tropem, Opowieść o miłości i mroku jest też trochę o mnie.

opowiesc_amos_ozZa książkę dziękuję wydawnictwu Rebis, a za wyciągnięcie do kina – Tomkowi.